Dom babci, która nie opróżniła lodówki
‼️W przepisie i dokumentach usunąłem dane osobowe oraz adres domu.‼️ Jest chłodne jesienne popołudnie, a ja szykuję się do podróży pociągiem do przyjaciół w Lysé nad Labem. Pakuję się, żeby zdążyć na pociąg, i nagle dostaję wiadomość. „Cześć, dzisiaj nie dam rady, odwołuję to”. Jestem naprawdę zachwycony… Co teraz? Zaczynam więc pisać do wszystkich znajomych, czy nie chcieliby gdzieś wyjść. W końcu ktoś odpowiedział. Wyruszamy więc, żeby sprawdzić stan jednej z ukrytych willi. Idziemy więc do willi, ale czeka nas niemiła niespodzianka… Wycięty ogród, koparki i robotnicy… No cóż, z tego urbexu nic nie będzie, więc idziemy sprawdzić inny domek w okolicy. Niestety, ten też nie wchodzi w grę… Zniechęceni, kierujemy się w stronę przystanku, żeby wrócić do domu. Wtedy przypominamy sobie, że przypadkiem znaleźliśmy tu jeszcze jeden domek. Jest jednak problem – znajduje się on przy bardzo ruchliwej ulicy, a z drugiej strony działka jest ograniczona skałą. Zastanawiamy się, czy to ma sens, ale w końcu zbieramy się na odwagę i idziemy. Przedzieramy się przez plac budowy, a potem po rozmokłej skale. I jesteśmy na działce! Od razu dostrzegamy małe okienka z kratami (od strony skały piętra znajdują się na „wysokości człowieka”) – otwieramy je, chcąc sprawdzić, czy w ogóle warto. Zaglądamy, jakie sekrety skrywa ten domek. Nie byliśmy przygotowani na to, co nas czekało. Pomieszczenie z toaletą, której – sądząc po smrodzie – ktoś już od bardzo dawna nie spłukał. Schodzimy w dół do głównych drzwi. Lekko się uginają. Ku naszemu przerażeniu – aż zbyt łatwo. Nie mają bowiem zawiasów. Szybko próbujemy je bezgłośnie zamknąć, co na szczęście nam się udaje. Obok drzwi widzimy okno; już na pierwszy rzut oka wiemy, że to podręcznikowy przykład „okna na push”. Szturchamy w okno, a miłe okienko się przed nami otwiera. W końcu jesteśmy w środku! I od razu widzimy kosiarkę oraz duży przedpokój. W przedpokoju dostrzegamy też rozpakowane, bardzo spuchnięte pomidory z datą przydatności do sierpnia, które, co zaskakujące, wciąż są czerwone! Omijamy je więc i idziemy do kuchni, widzimy lodówki i nadchodzi moment odwagi: czy chcemy je otworzyć? CHCEMY! W lodówce zapaliło się światło, a z lodówki uśmiechają się do nas margaryna, papryki, zjełczałe masło i jajka. Ciekawe znalezisko. Na lodówce widać receptę na leki z 15 lutego 2024 roku. To chyba jeszcze ciekawsze. Powoli badamy dom i oprócz rzadko spotykanych już dziś zabytkowych radioodbiorników znajdujemy też działające telewizory, a nawet stół do rysunków technicznych. Naprawdę piękny „nowy” urbex. Wychodzimy, a już się ściemniło. W końcu nie jesteśmy już tak bardzo widoczni, więc wspinamy się dalej po skale. W ciemnościach nie zauważam blachy, która pięknie rozbrzmiewa. Na szczęście nasza wyprawa urbexowa odbywa się 17 listopada, więc ulicą przechodzi radosna procesja, w której dźwięk blachy całkowicie się gubi.
2 lata temu