Na stromym zboczu – z lasu wyłania się coś nieokreślonego, budynek albo jego cień. Wspinam się po stromym zboczu, a mokre liście pod stopami zdradziecko się ześlizgują. Dwa kroki do przodu, jeden do tyłu. Zapiera mi dech, ale dam radę. Drzwi stoją otworem, otwarte od tak dawna, że nikt już nie pamięta, jak je zamknąć. W środku rozciąga się okrągła przestrzeń, zagłębiona w ziemi, chłodna żelbetowa ...





